Parafia rzymskokatolicka pw. Miłosierdzia Bożego w Szczecinie
Ojcze nasz, któryś jest w niebie…

 

…stworzyłeś świat – Stwórca przez nikogo niestworzony. 

 

Jakim cudem?!

 

Twoja Tajemnica. 

 

Czuję, że jej część ukryłeś także we mnie. 

 

Czy to możliwe, że obracam się wokół wszechświata? 

 

Jak może ogarniać mnie nieskończoność, skoro ja jej nie ogarniam? 

 

Zamykam się w okręgu, który zataczam wzrokiem. 

 

Spotykam Cię tylko w moich snach. Tylko w snach potrafię się modlić. 

 

Patrzę, jak układasz na moim horyzoncie pojedyncze drzewa. 

 

Chcę do Ciebie podbiec, żebyś przygarnął mnie swoją silną dłonią. 

 

Wybaczył. Przytulił. Pozwolił zostać. 

 

Biją dzwony.

 

Ich echa.

 

Słyszę – dźwięk dzwonów sięga dalej niż mój wzrok. 

 

Wiem, że muszę Tobie zaufać, bo sama… Nawet teraz nie jestem pewna, czy nie popełniam błędu.

 

Skąd mam wiedzieć, czy droga, którą idę prowadzi do Ciebie?

 

Czemu na niej tyle przeszkód?!

 

Sama dla siebie już jestem przeszkodą!

 

Idę.

 

Wciąż idę!

 

Krzyczę: Panie, zejdź mi z drogi, bo chce do Ciebie biec!

 

Chcę oddać Tobie siebie, ale moje „ja” jeszcze do mnie nie należy!

 

Muszę najpierw poznać to, co we mnie jest.

 

Muszę najpierw przejść przez samą siebie!

 

Zamykam oczy.

 

Łatwiej byłoby zniknąć, niż obiecać Ci, że już nigdy nie skłamię, że już więcej nie odejdę.

 

Zamykam oczy.

 

Wiem, że z Pana Boga się nie żartuje.

 

Zamykam oczy.

 

Wiem.

 

Nic nie mów.

 

Twój spokój jest mi bardzo potrzebny.

 

Kiedy przychodzi noc, otwieram okno.

 

Nie widzę ulic, ale wiem, że one są.

 

Tak samo, choć nie widzę Ciebie, wiem, że jesteś.

 

Wiatr strząsa z drzew myśli.

 

Myślę o tym, że dzisiaj wciąż marzniesz w żłóbku, choć jest tak daleko od Bożego Narodzenia.

 

Stworzona z Miłości do miłości, nie mogę dłużej uciekać.

 

Maleńki Jezu, już nie pukaj.

 

Wejdź.

 

 

 

 

 

Niewidzialna